Jak amerykański żołnierz uciszył cztery karabiny MG-42 i uratował swój pluton dzięki „sztuczce czołgania się” w ciągu 30 minut. VD

Jak amerykański żołnierz uciszył cztery karabiny MG-42 i uratował swój pluton dzięki „sztuczce czołgania się” w ciągu 30 minut.

Rankiem 2 czerwca 1944 roku, o godzinie 9:47, sierżant techniczny Ykei Kobashigawa leżał płasko na polu pszenicy na zachód od Villa Crochetta, 15 metrów od niemieckiego gniazda karabinu maszynowego MG42. Słońce stało wysoko na niebie, niebo było bezchmurne, a widoczność idealna dla każdego obserwatora na grzbiecie wzgórza. Pole pszenicy miało 60 cm wysokości, czyli wystarczająco wysoko, by ukryć leżącego płasko człowieka.

Nie dość wysoko, by ukryć kucającego mężczyznę, ani nawet nie dość wysoko, by ukryć stojącego. MG42 strzelał precyzyjnie wyliczonymi seriami, 1200 pocisków na minutę – dźwięk, który Niemcy nazywali piłą tarczową Hitlera, a Amerykanie pewną śmiercią. Każdy ruch na polu pszenicy powodował widoczne dla wprawnego oka zmarszczki. Zmarszczki oznaczały wykrycie.

Odkrycie oznaczało, że karabin maszynowy go dopadł, trafił i rozerwał na strzępy. Kobashiawa przeczołgał się 30 z 45 metrów od pozycji swojego batalionu do tego niemieckiego gniazda karabinu maszynowego, które w biały dzień, na otwartym polu i pod bezpośrednią obserwacją, było niewidoczne. Pozostało piętnaście metrów. Fizyka nie miała sensu. Człowiek o wzroście 1,70 metra nie mógł stać się niewidzialny na polu pszenicy w południowym słońcu, podczas gdy cztery niemieckie stanowiska karabinów maszynowych monitorowały każdy metr kwadratowy jego drogi.

Sierżant Saburo Ishitani, wysunięty obserwator 100. Batalionu, obserwował jednak wydarzenia z odległości 200 metrów przez lornetkę i później w swoim oficjalnym raporcie napisał, że Kobashiawa i jego żołnierz osłaniający poruszali się jak duchy, jak indyjscy zwiadowcy, w niezwykłej ciszy, co przeczyło doktrynie taktycznej.

Chcesz wiedzieć, jak mechanik z Hilo na Hawajach wykorzystał techniki z polowań na dziki w tropikalnych lasach deszczowych, aby stać się niewidzialnym na włoskich polach pszenicy i w pojedynkę przełamał ostatnią niemiecką linię obrony przed Rzymem? Oglądaj dalej! Podoba Ci się ten film! To właśnie takie historie trzeba opowiadać. Yiki Kobashiwa urodził się w Hilo na Hawajach w 1917 roku.

Nissi, japońsko-amerykański imigrant drugiego pokolenia, należał do społeczności, która pracowała głównie na plantacjach trzciny cukrowej lub prowadziła małe firmy i naprawiała maszyny. Kobashiawa po ukończeniu szkoły średniej pracował jako mechanik utrzymania ruchu. Był zręczny i miał smykałkę do narzędzi. Ale Hilo to coś więcej niż tylko pola trzciny cukrowej i warsztaty. Górskie zbocza wyspy porastała gęsta tropikalna dżungla.

Polowanie na dziki było tam tradycją, przekazywaną przez hawajskich i filipińskich robotników, którzy potrzebowali mięsa i znali ten teren. Hawajskie dziki nie były świniami domowymi. Były to niebezpieczne zwierzęta z kłami, agresją i doskonałym słuchem. Potrafiły wyczuć zapach człowieka z odległości 100 metrów i usłyszeć trzask gałązki przez but z odległości 50 metrów w dowolnym kierunku.

Myśliwi, którzy chcieli śledzić zwierzynę z odległości 10–15 metrów z karabinami, nauczyli się poruszać z wiatrem. Oddech, krok, zawsze w harmonii z dźwiękami natury: śpiewem ptaków, szelestem liści, pluskiem wody w oddali. Każdy, kto hałasował w tej dżungli, wracał z pustymi rękami.

Każdy, kto poruszał się nieprawidłowo, stawał w obliczu 90 kilogramów mięśni i kłów. Prawidłowa technika polegała na cierpliwości, obserwacji i zrozumieniu, jak zwierzęta drapieżne postrzegają zagrożenia: dźwięki, ruchy, zapachy, cienie. Ignorując je, stawało się częścią otoczenia, niewidzialnym. 7 grudnia 1941 roku zmienił wszystko dla Amerykanów japońskiego pochodzenia. Pearl Harbor płonął i nagle wszyscy stali się podejrzani.

Wrogie pochodzenie, potencjalny sabotaż. Rodziny były łapane i deportowane do obozów internowania na pustyni na kontynencie. Ale armia amerykańska potrzebowała żołnierzy. Dlatego w 1943 roku utworzono 442. Pułk Bojowy, złożony wyłącznie z ochotników z Nowego Jorku. Motto jednostki brzmiało: Wszystko albo nic. Sprzeczność była rażąca. Rodziny uwięzione za drutem kolczastym, synowie walczący w amerykańskich mundurach, by udowodnić swoją lojalność poprzez więzy krwi.

Kobashiwa dołączył do 100. Batalionu, pierwszej jednostki bojowej Armii Nissi, która została przerzucona do Włoch pod koniec 1943 roku. Walczyli pod Anzio i Casino, ponosząc straty, które zdziesiątkowałyby regularne jednostki. 100. Batalion zyskał przydomek „Batalionu Purpurowego Serca” jeszcze przed dotarciem do Rzymu. W maju 1944 roku, w ramach ofensywy Piątej Armii, mającej na celu wyzwolenie stolicy Włoch, 100. Batalion posuwał się na północ, w kierunku Rzymu.

Niemcy zbudowali Linię Cezara, szereg ufortyfikowanych pozycji, aby bronić dostępu do miasta. Jeśli Linia Cezara się utrzyma, Rzym pozostanie niemiecki. Jeśli upadnie, droga do Rzymu stanie otworem. Miasto Lenuvio stanowiło ostoję niemieckiego prawego skrzydła. Bezpośrednio na zachód od Lenuvio, na wysokości 209 metrów, leżała Villa Crochetta.

Niskie wzgórze, którego łagodne zbocza porośnięte są polami pszenicy i winnicami. Brak dramatycznego ukształtowania terenu, gór czy klifów, jedynie pagórkowate pola uprawne z dobrymi strzelnicami i połączonymi stanowiskami karabinów maszynowych. Niemcy zbudowali cztery gniazda MG42 na zboczach Villi Crocheta, umieszczone w obronnym bunkrze zdolnym do jednoczesnego oddania 1200 strzałów na minutę z czterech kierunków do każdej nacierającej jednostki.

100. Batalion spędził dwa dni, próbując zdobyć Villa Crocheta. Zginęło ponad 40 ludzi. Żołnierze zostali powaleni na polu pszenicy, zanim zdążyli przebyć nawet 20 metrów. MG42 strzelał tak szybko, że dźwięk rozmywał się w ciągły, rozdzierający odgłos. Nie pojedyncze strzały, ale długi, przeciągły trzask powietrza, ciał i nadziei. Artyleria nie była już skuteczna. Winnice należały do ​​włoskiej ludności cywilnej, a dowództwo dywizji chciało zminimalizować straty uboczne tak blisko Rzymu.

Wsparcie powietrzne nie było w stanie zlokalizować gniazd wykopanych w ziemi i zamaskowanych ściętą roślinnością. Ktoś musiał zbliżyć się na tyle, by zniszczyć te pozycje granatami i ogniem z broni ręcznej. Ktoś musiał przemierzyć otwarty teren pod bezpośrednią obserwacją, pozostając niewidocznym. Dowódca batalionu uznał to za samobójstwo, ale nie miał innego wyboru.

Linia musiała się posuwać naprzód, ale Villa Crocheta zablokowała postęp. MG 42 był zamontowany na trójnożnym uchwycie Lefett 42, precyzyjnie zaprojektowanym systemie, który umożliwiał obrót działa w poziomie o 120°, ale dzięki mechanicznemu połączeniu między lufą a łożem, pozwalał jedynie na ograniczony pochył pionowy w dół o 10–15°. Stanowiło to problem geometryczny.

Nawet na lekko nachylonym terenie, jeśli cel poruszał się pod górę, istniał wąski obszar, w którym lufa karabinu nie mogła być fizycznie skierowana w dół wystarczająco daleko, aby trafić w cel – tzw. martwa strefa. Paradoksalną motywacją do zabijania było to, że aby dotrzeć do martwej strefy, należało przekroczyć strefę trafienia – odległość, na której lufa karabinu oferowała optymalny kąt i zasięg.

W przypadku MG42 w Villa Crocheta obliczenia wyglądały następująco: z odległości 100 metrów działo mogło trafić każdy cel, niezależnie od tego, czy znajdował się w pozycji leżącej, kucającej, czy stojącej. Z odległości 50 metrów mogło trafić nawet cele leżące na łagodnym, 5-stopniowym nachyleniu. Powyżej 30 metrów zaczynała się martwa strefa – płaski, klinowaty obszar w terenie, w którym lufa nie była w stanie przebić się wystarczająco głęboko. Jednak 30 metrów było najkrótszą odległością ognia.

Obsługa karabinu maszynowego widziała cię gołym okiem, nawet jeśli karabin nie mógł cię trafić. A jeśli po drodze narobiłeś hałasu, rzucali granatami ręcznymi, używali pistoletów lub wzywali ostrzał moździerzowy. Taktyka była teoretycznie możliwa, ale praktycznie niemożliwa. Pszenica wszystko komplikowała. Czerwcowa pszenica we Włoszech miała około 60 cm wysokości, była sucha po tygodniach suszy, złocistobrązowa i gotowa do zbioru.

Problem pierwszy: Suche łodygi pszenicy trzeszczały słyszalnie, jeśli zastosowano zbyt słaby nacisk. Dźwięk z łatwością rozchodził się na odległość 20 metrów. Problem drugi: Ruchy powodowały widoczne zmarszczki na pszenicy, które wprawni obserwatorzy natychmiast rozpoznawali z wysokich pozycji. Problem trzeci: Południowe słońce rzucało ostre cienie.

Każda część ciała wystająca poza słaby punkt rzucała cień widoczny dla każdego obserwatora pod odpowiednim kątem. Niemieckie załogi MG42 walczyły we Włoszech od miesięcy. Wiedziały, jak obserwować pola pszenicy. Wiedziały, jak wygląda ruch. Technika ta, o ile w ogóle istniała, wymagała poruszania się jedynie na wietrze, aby zamaskować fale, stopniowego zwiększania ciśnienia, aby nie uszkodzić łodyg, idealnego ułożenia się, aby uniknąć cieni, oraz synchronizacji każdego ruchu z dźwiękami otoczenia: odgłosami wystrzałów z MG42, odległym ogniem artyleryjskim, czymkolwiek wystarczająco głośnym, aby zagłuszyć szelest tkaniny.

Na suchym lądzie. Polowanie na dziki, z tą różnicą, że dziki miały karabiny maszynowe, a teren był nierówny, z doskonałą widocznością i bez żadnej osłony. 2 czerwca 1944, godz. 9:15. 100. batalion był uwięziony w pobliżu Villa Crocheta od godziny 6:00. Przez trzy godziny Niemcy ostrzeliwali sporadycznie każdego, kto się poruszył. Kobashiwa zgłosił się na ochotnika.

Powiedział dowódcy, że może podejść do gniazd. Oficer był sceptyczny. Jak właściwie można było przebyć 45 metrów otwartego pola pszenicy, będąc ostrzeliwanym przez cztery karabiny maszynowe? Odpowiedź Kobashiwy była prosta: Powoli. Bardzo powoli. Dowódca dał zielone światło na próbę. Kobashiwa miał wziąć ze sobą człowieka za osłonę, strzelca z karabinem M1 Garand, którego zadaniem było strzelanie do każdego Niemca, który wyszedł z gniazda, żeby zbadać sytuację.

Kobashiwa pozbył się plecaka i hełmu, wszystkiego, co dodawało mu ciężaru lub masy. Zachował pistolet maszynowy Thompson, ale na razie go zostawił, ponieważ był zbyt ciężki i nieporęczny do czołgania. Wziął cztery delikatne granaty ręczne M2, które przytroczył do paska. Plan zakładał podejście na odległość 15 metrów, wrzucenie granatów do gniazda, a następnie dobicie reszty Thompsonem.

Prosta w założeniu, niemal na pewno zabójcza w wykonaniu. O 9:22 Kobashiwa czołgał się z prędkością jednego metra na minutę. Nie było w tym żadnej przesady. Poruszając się w absolutnej ciszy przez terytorium wroga, każdy metr musiał być dokładnie obliczony. Obserwował pole pszenicy, czuł wiatr, słuchał niemieckiego działa. MG 42 strzelał w stałych odstępach: pięć sekund ognia, osiem sekund ciszy na ochłodzenie lufy i przeładowanie taśmy.

Poruszał się podczas strzałów, gdy hałas zagłuszał odgłos jego kroków na polu pszenicy. Dociskał łodygi jedną po drugiej, rozkładając ciężar ciała, aby uniknąć charakterystycznego trzasku. Leżał płasko na ziemi, z klatką piersiową i biodrami mocno wciśniętymi w glebę, używając łokci i kolan do poruszania się do przodu. Obserwował kąt nachylenia lufy niemieckiego działa. Jeśli wyraźnie widział wylot lufy, oznaczało to, że może go trafić.

Szukał kąta, pod którym rura znikała za krawędzią ziemi; strefa śmierci była coraz bliżej. Upał był nieznośny. 28°C w palącym słońcu. Brak wody, brak cienia, pot przesiąkał mu mundur. Mrówka ugryzła go w szyję. Nie poruszył się. Każdy ruch oznaczał wykrycie. Wykrycie oznaczało śmierć. O 9:34 pokonał 12 metrów, jedną trzecią dystansu.

Niemiecka załoga była niewidoczna w swoim zakopanym w ziemi, zadaszonym gnieździe. Widoczna była tylko lufa działa. Słyszał, jak cicho rozmawiają po niemiecku, prowadząc luźną rozmowę. Nie podejrzewali jego obecności. O 9:41 Kobashiwa był 30 metrów od niego. Wszedł w strefę martwą. Lufy nie dało się już opuścić na tyle, by go trafić, ale był już tak blisko, że absolutna dyscyplina stała się jeszcze ważniejsza.

Niemieccy żołnierze mieli doskonały słuch i dzięki czujności przetrwali miesiące walk. Kobashiawa przeczołgał się jeszcze 15 metrów. Karabinista maszynowy Thompson wciąż towarzyszył swojemu osłaniającemu żołnierzowi. Miał przy sobie granaty ręczne. O 9:47 osiągnął zasięg 15 metrów. Widział teraz granicę niemieckich pozycji.

Worki z piaskiem i ziemia z pniami drzew jako osłona. Widział cienie poruszające się i przesuwające wewnątrz obsługi działa. Musiał się lekko wyprostować, aby wygenerować więcej mocy do rzutu. Dwie sekundy bezbronności. Gdyby Niemiec akurat w tym momencie patrzył, misja byłaby skończona. Kobashiwa czekał na kolejną serię z MG42, aby osłonić ruch. Działo wypaliło.

Uklęknął, wyciągnął zawleczkę AMK2, zwolnił dźwignię, policzył do tysiąca i rzucił. Granat trafił w gniazdo. Kobashiwa upadł na ziemię. Czterosekundowy lont. Eksplozja została stłumiona przez ziemię i worki z piaskiem, ale fala uderzeniowa była wyraźnie widoczna. Z miejsca zdarzenia unosił się dym i kurz, a w tle rozbrzmiewały niemieckie okrzyki.

Kabashiawa cofnął się o 20 metrów, by odzyskać swój pistolet maszynowy Thompson, a następnie rzucił się naprzód. Dotarł do gniazda akurat w chwili, gdy zdezorientowany i krwawiący niemiecki żołnierz wysiadał z niego. Kabashiawa oddał serię z Thompsona. Żołnierz wpadł do gniazda. Dwóch innych Niemców poddało się z uniesionymi rękami. Jeden zginął, dwóch zostało jeńcami. Pierwsze gniazdo zostało zniszczone. Pozostałe trzy gniazda niemieckie usłyszały eksplozję.

Wiedzieli, że atak się rozpoczął. Ich schemat ognia zmienił się z celowego nękania na agresywny ostrzał. Trzy MG42 oddały nakładające się serie, 3600 pocisków na minutę, przemierzając pola pszenicy i niżej położone tereny, gdzie czekał amerykański batalion. Losowe serie ognia, by złapać każdego w ruchu. Taktyka Kobashiwy kiedyś zadziałała, ale teraz element zaskoczenia zniknął.

Niemcy mieli wypatrywać manewrów oskrzydlających, obserwując pole pszenicy i odpowiednio dostosowując swoje działania. Taktyka musiała ulec zmianie. Kobashiawa wybrał inną trasę do drugiego gniazda. Zamiast pola pszenicy, wykorzystał winnicę po lewej stronie, małą rodzinną winnicę z rzędami winorośli posadzonych w bruzdach.

Głębokość 40 cm. Bruzdy zapewniały lepszą osłonę niż pszenica, ale ograniczały ruch w rzędach. Winorośl była podparta drewnianymi słupami co 3 metry. Kobashiwa przemieszczał się od słupa do słupa, wykorzystując je jako punkty orientacyjne. W powietrzu unosił się zapach fermentujących winogron, pochodzących od zwiędłych na słońcu jagód. Pszczoły brzęczały wszędzie. Odległość ponownie wynosiła 45 metrów, ale ukształtowanie terenu utrudniało czołganie.

Bruzdy prowadziły go w przewidywalne strefy korzeniowe. Gdy tylko Niemcy zauważyli go w bruździe, wiedzieli, gdzie się pojawi. Ale winorośle zasłaniały pole widzenia lepiej niż pszenica. Kompromis. O 10:23 Kobashiwa dotarł do drugiego gniazda, oddalonego o 18 metrów – nieco dalej niż idealny zasięg granatu, ale konieczny, ponieważ ta pozycja była szczególnie podatna na atak.

Zobaczył dwóch Niemców na zewnątrz gniazda, skanujących drogi dojazdowe. Spodziewali się kolejnego ataku. Kobashiwa rzucił granat ręczny z odległości 18 metrów. Wylądował tuż przed gniazdem, ale wystarczająco blisko. Eksplozja zraniła jednego Niemca i zmusiła pozostałych do paniki. Kobashiwa rzucił się z Thompsonem. Czterech Niemców natychmiast się poddało, unosząc ręce i krzycząc: „Towarzyszu!”. Dwa gniazda zostały zniszczone, dwa wciąż stoją.

Ale Kabashiawie skończyły się granaty ręczne. Czołgał się z powrotem w kierunku linii amerykańskiej. Dowódca batalionu czekał już z kolejnymi granatami ręcznymi, wodą i amunicją. Kabashiawa przeładował. Była 10:47. Czołgał się już ponad 90 minut. Jego dłonie krwawiły od skaleczeń kłosami pszenicy, a mundur miał podarty na łokciach i kolanach od wleczenia się po kamieniach i ziemi.

Inny żołnierz zapytał, dlaczego wraca. Kobashiwa powiedział, że są jeszcze dwa gniazda. Dowódca kompanii podjął decyzję. Kobashiwa udowodnił, że ta technika działa. Czas ją rozwinąć. Kobashiwa miał poprowadzić ośmioosobową grupę, nauczyć ich czołgania się i zaatakować trzecie gniazdo z przewagą liczebną. Krótka lekcja była prosta: Nie stój w miejscu. Nie hałasuj. Ruszaj się tylko wtedy, gdy ja się ruszam.

Grupa rozproszyła się w luźnym szeregu, w odległości pięciu metrów od siebie. Nawet jeśli seria z karabinu maszynowego trafiłaby jednego człowieka, nie dotknęłaby wszystkich. Kobashiawa prowadził ze środka. Czterech mężczyzn posuwało się w lewo przez pole pszenicy, a trzech kolejnych w prawo przez winnicę. Trzecia pozycja znajdowała się wyżej na zboczu, z lepszą widocznością, a Niemcy wezwali wsparcie moździerzowe.

Pociski kalibru 81 mm spadły na pole pszenicy, a eksplozje miały na celu zlokalizowanie pozycji Amerykanów. Pocisk moździerzowy wylądował 30 metrów od Kobashiwy. Odłamki świsnęły w powietrzu. Czas naglił. Musieli trafić w gniazdo, zanim moździerze otworzą ogień i rozpoczną ostrzał. O godzinie 11:14 trzy granaty ręczne spadły jednocześnie z trzech różnych kierunków na trzecią pozycję niemiecką.

Nakładające się na siebie eksplozje, zbyt silny ogień, by go uniknąć. Gniazdo zostało zniszczone. Załoga zginęła lub uciekła we wszystkich kierunkach. Trzech zabitych, jeden wciąż żywy. Czwarte gniazdo było stanowiskiem dowodzenia. Dwa MG42, nie jeden, w wzmocnionym bunkrze z bali i ziemi, a nie tylko zwykłym schronieniem. Kobashiwa obserwował pozycję z odległości 80 metrów. Bunkier oferował zazębiające się pola ostrzału, obejmujące każdy punkt dostępu, bez żadnych dostrzegalnych martwych punktów. Posuwanie się naprzód było niemożliwe.

Rozwiązaniem był dym. Oddział rzucił granaty dymne, tworząc oślepiającą zasłonę i wykorzystując ją, przebiegł ostatnie 20 metrów. Kobashiwa poprowadził atak. Niemiecki ogień był ślepy, strzelał przez dym i nie trafiał w nic. Amerykanie dotarli do bunkra. Ogień z karabinu maszynowego Thompson z bliskiej odległości. Granaty wrzucono w otwory strzelnicze. Czwarte gniazdo upadło.

Niemiecki oficer dowodzący pozycją poddał się ranny, ale żywy. Po kilku godzinach powolnego natarcia, cztery gniazda zostały zniszczone w ciągu około 30 minut walki. Potwierdzono śmierć jednego Niemca, sześciu innych zostało schwytanych, a reszta zginęła lub uciekła. Tego popołudnia 100. Batalion posunął się o 400 metrów przez lukę utworzoną przez Kobashiwę.

3 czerwca 1944 roku. Niemcy wycofali się z Lenuvio w nocy. Linia Cezara została przełamana. 4 czerwca Piąta Armia wkroczyła do Rzymu, pierwszej wyzwolonej stolicy państw Osi. Stało się to dwa dni przed lądowaniem w Normandii. Normandia zdominowała nagłówki gazet, a wyzwolenie Rzymu popadło w zapomnienie. Cena za to była wysoka.

100. Batalion poniósł 1200 ofiar od czasu bitwy pod Anzio, co daje wskaźnik strat na poziomie 314%. Liczba zabitych i rannych przewyższała początkową liczebność batalionu. Kobashiwa otrzymał Krzyż za Wybitną Służbę za służbę w Villa Crocheta, a nie Medal Honoru. Dyskryminacja była systematyczna. Podczas II wojny światowej tylko jeden Amerykanin azjatyckiego pochodzenia, Saddaw Munori, otrzymał Medal Honoru – i to tylko przez pomyłkę.

442. Pułk Bojowy ostatecznie stał się najbardziej odznaczonym oddziałem w historii amerykańskiej armii, otrzymując 21 Medali Honoru. Jednak 20 z tych medali przyznano dopiero po przeglądzie w 2000 roku, który skorygował dyskryminację rasową w pierwotnym procesie przyznawania odznaczeń. Po wojnie Kobashiwa wrócił na Hawaje. Wrócił do pracy jako mechanik, ożenił się i miał dzieci.

Rzadko mówił o Włoszech czy Villi Crocheta. Weterani z Nissi, pomimo odbytej służby, nadal spotykali się z dyskryminacją. Przez dziesięciolecia ta historia pozostawała niezauważona. W 2000 roku prezydent Bill Clinton rozpatrzył 20 spraw osób odznaczonych Krzyżem Zasługi Nissi, których odznaczenia zostały najwyraźniej zdegradowane ze względu na rasę.

Komisja śledcza zbadała oryginalne raporty z bitwy i zeznania świadków. Dowody były rozstrzygające. 21 czerwca 2000 roku Kobashiwa, w wieku 83 lat, stanął w Białym Domu i odebrał Medal Honoru z rąk prezydenta Clintona – 56 lat po bitwie. W ceremonii uczestniczył sierżant Saburo Ishitani. Miał 91 lat. Kiedy reporter zapytał go, co najbardziej pamięta z tamtego dnia w Villa Crocheta, Ishitani odpowiedział, że obserwował przez lornetkę i nie mógł uwierzyć własnym oczom.

Powiedział, że Kobashiwa poruszał się jak duch, więc mimo że wiedział, gdzie patrzeć, kilkakrotnie tracił go z oczu na polu pszenicy. Ishitani przechowywał tę lornetkę aż do swojej śmierci w 2013 roku. Obecnie znajduje się ona w Narodowym Muzeum Japonii i Ameryki w Los Angeles. Szkoła Piechoty Armii Stanów Zjednoczonych w Fort Benning badała operację Villa Crocheta i włączyła tę taktykę do swoich podręczników szkoleniowych pod nazwą „metoda martwej strefy”, która wykorzystywała ograniczenia mechaniczne broni piechoty poprzez zrozumienie jej geometrii.

Ta technika jest nadal nauczana w szkoleniach sił specjalnych. Nawet przy najnowocześniejszych technologiach, takich jak noktowizory, drony i kamery termowizyjne, podstawowa umiejętność cichego poruszania się pozostaje kluczowa. Kobashiwa udowodnił, że indywidualna inicjatywa taktyczna, a także zrozumienie terenu i mechaniki broni, mogą zrekompensować przewagę siły ognia.

Nie chodziło o odwagę, choć odwaga była wymagana. Chodziło o wnikliwą obserwację, cierpliwość i zastosowanie praktycznych umiejętności zdobytych w zupełnie innym środowisku. Ćwiczenia łowieckie w hawajskiej dżungli można było bezpośrednio zastosować do gniazd karabinów maszynowych na włoskich polach pszenicy, ponieważ zasady były identyczne.

Zrozum, jak cel postrzega zagrożenia i filtruje hałas, ruch i widoczność. Wykorzystaj ukształtowanie terenu i czas na swoją korzyść. Poruszaj się tak wolno, aby ludzkie oko nie mogło dostrzec zmiany. Kamień pamiątkowy upamiętniający sierżanta technicznego Yaiki Kobashiawę znajduje się na Narodowym Cmentarzu Pamięci Pacyfiku w kraterze Punch Bowl w Honolulu.

Na inskrypcji znajdują się daty jego urodzenia i śmierci, jednostka, w której służył, oraz medal. U dołu rodzina dodała linię. Poruszał się jak duch. Kobashiawa zmarł 31 marca 2005 roku w wieku 87 lat. Jego rodzina nadal mieszka na Hawajach. Wiedzą, że ludzie tacy jak Ty, oglądając ten film i czytając jego historię, pomagają ocalić go od zapomnienia.

Jeśli ta historia poruszyła Cię tak samo, jak nas, daj nam lajka. Każdy lajk pomoże YouTube’owi pokazać film większej liczbie osób. Zasubskrybuj nasz kanał i włącz powiadomienia. Codziennie ratujemy zapomniane historie. Historie o mężczyznach, którzy wykazali się nie tylko odwagą, ale i umiejętnościami. Prawdziwi ludzie, prawdziwy heroizm. Z nami jesteś kimś więcej niż tylko widzem.

Pomagasz podtrzymywać te wspomnienia. Zostaw komentarz teraz. Powiedz nam, skąd oglądasz: USA, Japonia, Brazylia, Wielka Brytania, Australia. Nasza społeczność ma zasięg globalny. Daj nam znać, czy ktoś z Twojej rodziny służył. Daj nam znać, że oglądasz. Dziękujemy za oglądanie. Dziękujemy za zainteresowanie. Dziękujemy za dbanie o to, by sierżant techniczny Yaiki „Lefty” Kobashiawa nie został zapomniany.

Ci ludzie zasługują na to, by o nich pamiętać, a Ty pomagasz w osiągnięciu tego celu.

Uwaga: Część treści została stworzona z wykorzystaniem sztucznej inteligencji (AI i ChatGPT), a następnie kreatywnie przerobiona przez autora, aby lepiej odzwierciedlała kontekst historyczny i ilustracje. Mam nadzieję, że spodoba Ci się fascynująca podróż do tych cudów!


Comments

Để lại một bình luận

Email của bạn sẽ không được hiển thị công khai. Các trường bắt buộc được đánh dấu *